Rzecz o Mudrach – jak to działa?

Ciało jest potężną anteną wysyłającą i odbierającą subtelną energię zwaną praną. Współczesna nauka potwierdza, że poruszanie dłońmi, palcami, uciskanie, czy masowanie wpływa na stymulację pewnych obszarów mózgu. Terapia manualna, która może być częścią psychoterapii lub aktywizowania dzieci z różnymi dysfunkcjami, czy aktywizowania seniorów, oparta jest na tej właściwości ludzkiego organizmu. Precyzyjne trzymanie w dłoniach różnych przedmiotów, lepienie, rysowanie jest częścią rozwoju psychoruchowego dziecka i poznawania świata za pomocą zmysłu dotyku.

Każdy ze zmysłów oznacza jakiś obszar w mózgu, który intensywnie przetwarza informacje, zachodzą w nim reakcje chemiczne i fizyczne, podczas korzystania z niego. W dużym uproszczeniu; gdy jakiś ze zmysłów wskutek starzenia, czy choroby jest mniej używany, to jakaś część w mózgu przestaje pracować i ulega degeneracji.

Są mudry, w których pozostając w asanie, stosujemy zamknięcia, czyli bandhy i kierujemy wtedy odpowiednio energię praniczną, ale my zajmiemy się mudrami najczęściej stosowanymi w krijach Kundalini Jogi, czyli układami dłoni.

Mudry, jako wspomniane układy dłoni, poruszają życiową energię i stymulują pewne obszary w mózgu i innych organach ludzkiego ciała są integralną częścią zestawów ćwiczeń i medytacji w ruchu. Najbardziej znaną i najczęściej stosowaną jest mudra modlitewna , czyli gest Namaste (moja dusza wita się z Twoją duszą), która poprzez równomierny docisk na całej powierzchni obydwu dłoni, równoważy współczulny i przywspółczulny system nerwowy, żeński męski aspekt energii, prawą i lewą półkulę mózgu, energię księżycową – chłodną i energię słoneczną – gorącą. Jest gestem kierującym uwagę do własnego wnętrza, dlatego zwykle na zajęciach Kundalini Jogi, trzymamy tę mudrę na wysokości ośrodka serca, podczas śpiewania mantr początkowych.

Mudra modlitewna - gest Namaste
Mudra modlitewna – gest Namaste


Mudra modlitewna trzymana nad głową oznacza oddanie czci Sile Wyższej i taką pozycję przyjmuje się np. w jednym z elementów Kriji na sprostanie presji czasów, która była przedmiotem naszej praktyki w Pracowni Mistrza i w parku a także w Kriji na Płuca, Pole magnetyczne i głęboką medytację. To oczywiście przykłady, które teraz przychodzą mi do głowy.

Drugą często stosowaną mudrą jest mudra Ksepana, w której palce wskazujące są proste i stykają się ze sobą na całej długości, a pozostałe są naprzemiennie splecione. Ta mudra jest stosowana np. w Sat Kriji – jednym z najważniejszych ćwiczeń w Kundalini Jodze. Na poniższym zdjęciu jest elementem Zielonej Kriji, która była przedmiotem naszej praktyki w Pracowni Mistrza tuż przed przerwą wakacyjną. Mudra Ksepana jest zwana gestem odpuszczenia lub duchowego oświecenia. Wspomaga proces wydychania, czyli stymuluje energię Apany. Połączenie energii obu palców wskazujących stymuluje żywioł powietrza, tworząc wewnętrzną bryzę, która wywiewa z życia skostniałe idee i zanieczyszczenia. Ksepana mudrę utrzymuje się też w ostatnim ćwiczeniu Kriji pobudzającej kreatywność dla V czakry, w kriji na uwalnianie wewnętrznego gniewu, medytacji na piękną pomyślność i wielu innych.

Ksepana mudra
Ksepana mudra

Sztandarową medytacją Kundalini Jogi jest Kirtan Krija. Nie robimy jej często na zajęciach, ponieważ zajmuje 31 minut, ale warto włączyć ją do osobistej praktyki – szczególnie teraz na wakacjach, jeśli macie więcej czasu na nią. Czantując mantrę Sa Ta Na Ma, która odzwierciedla nieustanny rytm kosmosu (narodziny, rozwój, rozpad i ponowne odrodzenie), z każdą sylabą mantry stykamy kciuk kolejno z palcem wskazującym, środkowym, serdecznym i małym, tworząc odpowiednio mudrę mądrości – Dźńana mudrę, mudrę Akaśa, mudrę Sthira i mudrę Waruny.
Każdy palec jest powiązany z jakimś żywiołem i jakościami:
– wskazujący z mądrością
– środkowy z cierpliwością, oddaniem
– serdeczny z witalnością
– mały ze zdolnością do komunikacji
Kirtan Krija ma ogromną moc, przynosząc równowagę mentalną i emocjonalną. Jej praktyka była nawet przedmiotem badań naukowych i tu możecie poczytać o wnioskach.

Kilka miesięcy temu odkryłam medytację Shashara Kala, która pozwala na bycie spójnym i jednoczy trzy aspekty umysłu: pozytywny, negatywny i neutralny. Przynosi do życia cierpliwość i wiedzę.

Medytacja Shashara Kala – zapraszam do praktyki

Przy pisaniu posta korzystałam z książki Swami Saradanda „Mudry sposób na zdrowie, energię i równowagę”. Polecam jej lekturę, ponieważ świetnie rozwija temat przepływu energii i tłumaczy dlaczego i w jaki sposób mudry działają.

Praktyka Yin w czasach Yang

Pozycja dziecka

Gdy nawiązałam współpracę z Przystankiem Jogi, przy okazji spróbowałam Yin Jogi i stwierdziłam, że moje ciało bardzo lubi ten rodzaj praktyki. Po każdych zajęciach czuję się świetnie, jakbym dostała potężny zastrzyk energii. Doszłam do wniosku, że joga Yin pomaga rozpuścić różne blokady energetyczne, które tworzą się w zwykłym, codziennym funkcjonowaniu. A może i te starsze?

W każdym razie ta praktyka polega na pozostawaniu w asanach przez kilka minut, dobrze rozciąga i fajnie uzupełnia się z Kundalini Jogą, której krije łączą wiele elementów; ruch, oddech, mudry i mantry i samego rozciągania kojarzonego ze stretchingiem nie jest w nich dużo. Niestety na zajęcia do Hani w Przystanku Jogi chodzę nieregularnie. Właściwie wtedy, gdy pracuję z domu, a jeszcze ostatnio doszły różne historie covidowe, więc na zajęciach w studio (jako uczestniczka) nie byłam dawno, choć korzystam z filmów na Youtubie, robiąc sobie praktykę w domu.

Na sesjach Yin Jogi stosuje się kilkadziesiąt podstawowych asan z Hatha Jogi, które mają trochę odmienne, ale fantazyjne nazwy np. kot ciągnący swój ogon:-). Używamy pomocy (bolsterów, kostek, paska i kocy). Te zajęcia są bardzo wyciszające i stają się prawdziwym balsamem również na przebodźcowany umysł, zwłaszcza, że każde kończą się relaksem.

Yin Joga zaciekawiła mnie na tyle, że postanowiłam zgłębić temat, zaczynając od zakupu książki Oli Kuriaty, w której są pokazane m.in. sekwencje nakierowane na pracę meridianów. Różne pojęcia z Yin Jogi łączą się z określeniami stosowanymi w Kundalini Jodze: Qi – Prana, meridiany – nadis itp.
To mnie bardzo interesuje; przy okazji analizowania kriji kundalini jogi, odkrywałam, że w zestawie na stres nadnerczy i nerek, działamy na potrójny ogrzewacz, a w zestawie przeciwdziałającym wczesnej menopauzie, na meridian powiązany z pracą jajników. Ale to są takie moje małe odkrycia, a zagadnienia przepływu energii na tyle interesujące, że chciałabym wiedzieć jak to działa i dlaczego. Oprócz tego, wiedza o meridianach łączy się również z mudrami, czyli układami dłoni, wpływającymi na pracę organizmu – to kolejny temat, który mnie ciekawi i zaczynam powolutku rozumieć dlaczego w niektórych ćwiczeniach stosujemy określone mudry np. przy ruchach okrężnych ramion (do tyłu), kciukiem dociskamy podstawę małego palca, zamykając dłoń w pięść.

Jednak są to jakieś fragmenty, które udaje mi się skojarzyć, a ja chciałabym zrozumieć więcej, z uwagi na zainteresowanie terapeutyczną mocą jogi. Okazuje się, że wyartykułowanie chęci zgłębienia tematu, następnego dnia zaczęło się materializować w postaci posta na fejsbuku informującego o kursie Yin Jogi, połączonego z nauką o meridianach i punktach akupresurowych. Dodatkowym bardzo interesującym mnie obszarem, który będzie przedmiotem kursu jest anatomia i praca bioder, najczęściej występujące patologie i analiza asan w odniesieniu do pracy miednicy, więc zapaliłam się do niego bardzo:-)

Może za jakiś czas zaproszę Was na zajęcia Yin Jogi? A może połączę Yin z Kundalini Jogą? Kto wie:-)

Powięź, czyli co wspólnego ma czaszka z miednicą

Chociaż każdy z nas uczył się o funkcjach układu mięśniowo-szkieletowego, nerwowego, czy układu krążenia, to na ogół sposób, w jaki tę wiedzę na przekazywano, ograniczał się do spojrzenia na te układy oddzielnie. Mało tego, funkcjonowanie układu mięśniowo-szkieletowego, w takiej typowo szkolnej metodzie, zostało ograniczone do kwestii ruchowych i stabilizacyjnych poszczególnych mięśni, więzadeł, czy stawów. Zakładano, że warto rozpatrywać ich działanie jedynie biorąc pod uwagę bezpośrednie połączenie mięśnia, kości i stawu, które ewentualnie sumują się w jakimś fizycznym wycinku ludzkiego ciała. W prawie każdym specjalistycznym tekście przedstawia się je pozbawione swoich połączeń neurologicznych i naczyniowych, oddzielone od sąsiadującego obszaru. Np. w książce o pozycjach Hatha Jogi Leslie Kamonoffa „Ilustrowany przewodnik anatomiczny” bardzo wyraźnie to widać. Każda z asan jest opisana w kontekście pracy pojedynczej grupy mięśni podczas tworzenia różnych dźwigni mechanicznych. 

Doświadczenia terapeutów zajmujących się alternatywnymi metodami pracy terapeutycznej: osteopatów, masażystów, położnych, tancerzy i nauczycieli jogi, jednak mówiły co innego; że ludzkie ciało jest jednością i problemy bólowe w jednym obszarze ciała, mogą wynikać lub są przyczyną przeciążeń i kompensacji całkiem odległego miejsca, teoretycznie w ogóle nie związanego z obszarem, w którym u pacjenta pojawił się ból lub objawy innego schorzenia. Dopiero niedawno zebrano te obserwacje i złożono w całość stanowiącą metodę pracy z meridianami mięśniowo-powięziowymi, czyli inaczej z taśmami anatomicznymi. 

W 1997 r. pierwszy raz zostały one opisane przez  Thomasa Myersa i opublikowane w Journal of Bodywork and Movement Therapies. Dalsze obserwacje doprowadziły do zbadania, w jaki sposób nasze ciało jest biologicznie ułożone, w jaki sposób myśli i w jaki sposób pamięta różne zdarzenia z naszego życia. 

Okazało się, że niezależnie od tego, co mięśnie mogą robić pojedynczo, całe ciało jest zintegrowane w obrębie sieci powięziowej. 

Powięź, inaczej taśma anatomiczna, to włóknista tkanka kolagenowa przyczepiona do narządów, kości i mięśni, odżywiająca je ponieważ ich składnikiem jest m.in. kolagen. Nadaje naszym ciałom określony kształt. Patrząc na ciało, gdy ma ono wyprostowaną postawę, taśmy anatomiczne przebiegają pionowo. Przenoszą obciążenia i ruch poprzez struktury mięśniowo – powięziowe wokół szkieletu. Tkanka łączna łączy komórki ciała, kieruje przepływem płynów i ma zdolność do przechowywania i przekazywania informacji innym narządom.  

Każda zmiana nacisku i związanego z tym napięcia, powoduje, że ciekłokrystaliczne półprzewodnikowe konstrukcje wilgotnego kolagenu i innych białek, generują sygnały bioelektryczne, które są przekazywane do naszego układu nerwowego, przechodząc wzdłuż błony nerwu. Dlatego ciało reagując na emocje, zapisuje je w komórkach. Utrwalenie postawy ciała na skutek emocji powoduje zbijanie się tkanki, tworząc coś, co my w jodze często nazywamy blokadami energetycznymi. Np. nawykowe zaciskanie szczęk na skutek stresu wpływa na staw skroniowo-żuchwowy, pobudza układ nerwowy współczulny, na który bezpośrednio reaguje mięsień biodrowo-lędźwiowy stawiając nas w gotowości do walki lub ucieczki. 

Jest sześć głównych typów powięzi: 

– taśma powierzchniowa tylna 
– taśma powięziowa przednia 
– taśma spiralna 
– taśma boczna 
– taśma kończyn górnych 
– taśma głęboka przednia 

Na Festiwal Kundalini Jogi w Tarasce, przygotowałam warsztat, w którym bezpośrednio będziemy mogli doświadczyć pracy wszystkich taśm.

Bardzo ciekawą kriję Kundalini Jogi, gdzie większość ćwiczeń (co jest dość rzadkie), będziemy wykonywać w pozycji stojącej, poprzedzi sesja rozluźniająca oparta na ćwiczeniach Feldenkraisa. Będzie oczywiście również medytacja i relaks.

Zapraszam w środę 2 czerwca na godzinę 17:00 do sali 100.
Jeśli pogoda pozwoli (a prognozy są optymistyczne), przeniesiemy się z warsztatem na zewnątrz blisko hali namiotowej.

Koniecznie zapoznajcie się z całym programem Festiwalu Kundalini Jogi, ponieważ zapowiada się niesamowicie interesująco:-)

Rozpal w sobie ogień na wiosnę

Od razu napiszę, że chodzi o agni, czyli ogień trawienny wg Ayurvedy. Ta starożytna nauka o zdrowiu podaje, że zimą zwykle mamy zwiększony poziom doszy kapha, czyli właściwości organizmu, związanej z wilgocią, ciężkością, śluzem. To wiosną często pojawiają się katary i kaszle, spowodowane nadmiarem tej doszy.

Właśnie nasze organizmy budzą się z zimowego snu, ale dzieje się to w dłuższym czasie. Wystarczy obserwować świat przyrody i odnieść to do siebie. Ziemia dopiero odmarza, a powiedzenie w marcu, jak w garncu, objawia się w całej krasie za oknem.
Nasz układ trawienny pracuje na zwolnionych obrotach, więc dobrze jeść lekko strawne potrawy np. zupy doprawione pieprzem i ziołami pobudzającymi trawienie, właśnie po to, żeby podnieść doszę pitta, czyli gorąco, żywiołowość i podkręcić ogień trawienny, czyli agni.

Jestem wielką fanką imbiru, który świetnie sprawdza się zwłaszcza teraz, bo oprócz swoich właściwości przyspieszających trawienie, ma działanie bakteriobójcze i przeciwwirusowe, zawiera naturalne salicylany, działa obkurczająco na śluzówkę (udrażnia nos przy katarze), a także rozrzedza krew (nie spożywamy go podczas miesiączki). W moim przypadku dwie herbaty dziennie z plasterkiem imbiru i cytryną, działają świetnie. Imbir jest rozgrzewający i podkręca doszę pitta i ogień trawienny.

Odkąd zaczęłam uprawiać jogę, pożegnałam wlokące się tygodniami, zapalenia zatok, a to przede wszystkim za sprawą techniki, jaką jest oddech ognia. W innych tradycjach jogi nazywa się kapalbhati. Przepona pracuje w nim bardzo mocno; dźwięk, który wydajemy oddychając w ten sposób, przypomina miech kowalski. I głównie koncentrujemy się w nim na robieniu wydechów, przyciągając jednocześnie przeponę w kierunku kręgosłupa.
Wdech odbywa się, jakby przy okazji; rozluźniając przeponę, pozwalamy jej obniżać się na chwilę, co powoduje zassanie odpowiedniej ilości powietrza do płuc.

Oddech ognia działa oczyszczająco; w pierwszej kolejności na zatoki (często uczestnicy zajęć sięgają, w czasie oddechu ognia, po chusteczkę do nosa;-), ale oczyszcza całe drogi oddechowe. Pozwala dobrze natlenić krew. Przepona przez swój intensywny ruch w górę i w dół, masuje serce, usprawniając przepływ krwi z przedsionków do komór. Oddech ognia, jak sama nazwa wskazuje rozpala w nas ogień chęci do działania.
Przeciwwskazaniem do oddechu ognia są pierwsze trzy dni miesiączki i ciąża.
Na początku, gdy dopiero uczycie się takiego sposobu oddychania, lepiej jest robić go wolniej. Można wprawiać się w nim, poprzez ćwiczenia z unoszeniem splecionych rąk z poziomu barków do kąta 60 stopni w górę i wracając nimi do poziomu barków, synchronizując ten energiczny ruch, z oddechem. Z wdechem unosimy ręce w górę, a z wydechem opuszczamy.

Na załączonym filmie z sesji jogi w Pracowni Mistrza, są pokazane dwa ćwiczenia z oddechem ognia; w pierwszym oddycham troszkę wolniej, w drugim przyspieszam. Ważne jest, żeby robić go w tempie najbardziej odpowiednim dla Ciebie, aby czerpać z tej techniki zdrowotne benefity.

Stopy w jodze i życiu codziennym

stopy w jodze

Ania Błażejewska

W piątek miałam przyjemność uczestniczyć w kolejnych warsztatach Gosi Kobus-Kwiatkowskiej, która tworzy treści jogowe pod szyldem @Anatomia Jogi. To dzięki jej warsztatom wplatam w swoje zajęcia piłeczki i rozluźnianie całej tylnej taśmy, czy takie trudne słowa jak nutacja, kontrnutacja, oraz opowiadam Wam dlaczego o mięsień biodrowo-lędźwiowy trzeba zadbać.
Tym razem na tapetę wzięła stopy. Opowiadała o tym dlaczego każdą pozycję stojącą warto budować od stóp, jak ich ustawienie i czucie podłoża przekłada się na postawę ciała i odwraca proces grawitacji, pozwalając nam na lewitację.

A jak Wasze stopy? Stoicie mocno na ziemii?
Do czasu moich studiów na AWF-e i początków mojej drogi związanej z prowadzeniem zajęć, nie zdawałam sobie sprawy, że dla wielu osób relacja ze stopami bywa trudna.
Jak wiadomo, jogę ćwiczymy na macie, na bosaka, tymczasem dla niektórych samo zdjęcie skarpetek jest nie lada wyzwaniem.
Masaż, czy automasaż stóp dla jednych jest świetną relaksacją, a dla innych czymś wręcz przeciwnym. Każdy z nas jest inny. Warto jednak sprawdzić jak stawiamy kroki, która powierzchnia stopy dotyka ziemi pierwsza, a przede wszystkim jak rozkładamy ciężar ciała na stopach w pozycjach stojących np.: w tadasanie – pozycji góry, w drzewie, w prasarita padottanasana czy w wojownikach. Jak zmiana kąta ułożenia stóp sprawia, że asana staje się bardziej stabilna, lub wręcz, w niektórych przypadkach, prawie niemożliwa do zrobienia.

Mam takie poczucie, że często na regularnych zajęciach, nie ma przestrzeni na dogłębne przyjrzenie się naszym stopom.
Myślę też, że takie zajęcia mogłyby być nudne. Dla mnie bynajmniej, ale teraz takie czasy, że świat biegnie, liczy się szybki efekt, rozciągnięcia, wzmocnienia czy relaksacji (też tam kiedyś byłam). Chociaż trzeba oddać, że w dobie pandemii, ten sam świat podejmuje próby zatrzymania się na oddech, czy dwa, a to już coś.
Miałam szczęście trafić w swoim życiu na nauczycieli, którzy opowiadali o takich niuansach, jak ustawienie stóp, czy praca ramion, może bez takiego zaangażowania anatomicznego jak u Gosi, ale wiedza z początków mojej praktyki, na trwałe weszła mi do głowy i na szczęście z biegiem lat nie uciekła.

Warsztat Gosi z Anatomii Jogi realizowany był w ramach cyklu #wyprawyanatomiczne. Dla tych, którzy interesują się anatomią jogi, albo samą jogą zdradzę, że będą kolejne warsztaty w ramach tego cyklu i to już w kwietniu. Tym razem o kolanach.

Jak zaczęłam uczyć jogi w Piasecznie – cz. 2 – Ania

Utthita Trikonasana

Moja droga do nauczania jogi była nieoczywista. Nigdy nie przyjaźniłam się ze sportem, z żadnym sportem.
Oczywiście lubiłam pływać, jeździć na rowerze czy na wrotkach za dzieciaka, ale orłem z Wuefu nigdy nie byłam. Na zajęcia jogi poszłam zachęcona przez przyjaciół, którzy sami stawiali pierwsze kroki w jednej z warszawskich szkół.
Pomyślałam, że spróbuję i ja. Za sukcesem, a sukcesem dla mnie było przedłużenie karnetu, stały dwie rzeczy. Jako świeżo upieczony magister filozofii nie miałam funduszy (to ta pierwsza rzecz) ani na superwypasione ubranie, ani na sprzęty, a okazało się, że jogę mogę ćwiczyć w jakiś starych dresach, t-shircie, za to butów, w ogóle nie potrzebuję.

Zainwestowałam jedynie w matę (niewiele) i w karnet (to był poważny wydatek, wtedy).
Druga rzecz, niezależna od niczego, to była moja elastyczność.
I tak się zaczęła moja przygoda z jogą.
Do pójścia na studia na AWF pchnęła mnie ciekawość. Po kilku latach na macie u różnych nauczycieli z Warszawy i z Piaseczna, chciałam czegoś więcej. Czegoś, na co nie było czasu podczas dziewięćdziesięcio-minutowych sesji. W tym czasie na jodze spędzałam około 6 godzin tygodniowo.

Studia podyplomowe na początku mnie rozczarowały, ale szybko się to zmieniło, kiedy dostałam pierwszą możliwość poprowadzenia zajęć i zastosowanie wiedzy w praktyce.
O zastępstwo poprosiła mnie moja wieloletnia nauczycielka Jola.
Strasznie panikowałam wiedząc jak wysoko jest postawiona poprzeczka. Otuchy dodawały mi znajome i życzliwe twarze, które świetnie znałam z zajęć jogi w Piasecznie, na które sama tak chętnie przychodziłam. Po pierwszych zajęciach, które poprowadziłam samodzielnie odsypiałam stres przez 8 godzin, mimo, że odbyły się rano. Byłam podekscytowana, wyczerpana i wiedziałam już wtedy, że chcę to robić.

Od tego momentu studia zaczęły wspierać mnie jako przyszłego nauczyciela, a zajęcia, które prowadziłam w zastępstwie, wspierały moje studiowanie. Aż pewnego dnia, zaczęłam prowadzić swoje zajęcia jogi w Strefie Kultury Piasecznie. Moje podopieczne zaczynały swoja przygodę z jogą, a ja mogłam zacząć swoja przygodę z nauczaniem Hatha Jogi.

Ania Błażejewska Chandra Namaskar (Powitanie Księżyca)

Oczywiście bez przychylności Wszechświata, wsparcia moich nauczycieli z Piaseczna, przyjaciół i znajomych, którzy od początku mnie dopingowali i pomagali jak mogli, nie dałabym rady ruszyć z kopyta i spełniać swoich marzeń. Wszystko potoczyło się dosyć szybko. I tak stałam się nauczycielką jogi.

Wtedy i w zasadzie nigdy nie zadawałam sobie pytań ile trzeba ćwiczyć by być joginką, albo nauczycielką. Ile godzin na macie tygodniowo wystarczy, ile jest za mało. Moja determinacja by joga stała się częścią mojego życia, wynikała z zupełnie innych źródeł. Nie miałam kasy, mieszkałam daleko od szkoły, nie miałam superekstraubrań, cierpiałam na totalny i beznadziejny brak wiary, miałam nadwagę konkretną, ale kierowała mną determinacja, która mnie doprowadziła do dziś. 10 czy 12 lat temu nikt by na mnie nie postawił złamanego grosza, że wytrwam w jodze, ba sama bym nie postawiła na siebie.
Z perspektywy jogi nie  ma wystarczająco często, wystarczająco długo, te pytania umierają w niebycie. Za chwilę po nich wkracza porównywanie się do innych, rywalizacja, niespokojne EGO. W jodze nie ma zazdrości, podziwiać można determinację, wytrwałość nawet przy niewielkim nakładzie czasu czy „słabych” postępach. Wtedy jest joga, tu i teraz w sile naszych słabości i podejmowanych działaniach dnia codziennego by zmienić JĄ -SŁABOŚĆ w naszą SIŁĘ.